Zakaz kopiowania!

piątek, 14 lutego 2014

♥ Walentynki Peddie ♥

Patricia i Eddie  skończyli właśnie odprawę i usiedli na ławce, czekając na swój samolot. Był 12 lutego, za dwa dni walentynki. Z tej okazji Eddie zaplanował wycieczkę do Paryża, miasta zakochanych. Spędzenie tygodnia z ukochaną za granicą nie było jego jedynym planem. Miller zamierzał oświadczyć się Patricii, właśnie 14 lutego. Już wszystko zaplanował. Pierścionek leżał schowany przed światem. Tak bardzo kochał, już planował datę. Chciał by tego dnia wszystko było magiczne, żeby powiedziała "Tak, kocham bezgranicznie". To nie było w jego stylu, takie staranie się, ale to był wyjątek...
- Zobaczysz Gaduło, będzie super. - Powiedział blondyn i uśmiechnął się szeroko.
 - Jakie to dziwne... Ale tak masz rację, będzie super. - Dziewczyna odwzajemniła uśmiech.
- Co jest dziwne? 
- Chodzimy ze sobą prawie 8 lat, a tobie się jeszcze nie znudziło nazywanie mnie Gadułą. - Wyjaśniła rudowłosa.
- Nie moja wina, że dużo gadasz. - Patricia popatrzyła na chłopaka z wyrzutem. - Nie zrozum mnie źle. Uwielbiam twoje nadmierne gadanie.
- Nadmierne gadanie?! - Oburzyła się Williamson.
- Patricio, nie wiem jak inni, ale ja nie uważam tego za wadę. - Odparł Eddie.
Uwielbiał patrzeć jak się wścieka. Tak jak za czasów, kiedy chodzili do liceum i się nienawidzili. W tym przypadku spełniła się metoda "od nienawiści do miłości". Oboje mieli po 25 lat, a chodzili ze sobą prawie 8. Patricia pracuje w redakcji gazety, jako asystentka dyrektora. Na jej szczęście w tym samym miejscu pracuje Joy, jest dziennikarką. Eddie został trenerem footballu amerykańskiego. Ogólnie razem z Pat mieli dużo pieniędzy, więc było ich stać na wspólne mieszkanie w centrum Londynu. Mieszkają razem od dwóch lat. Oboje studiują. Miller postanowił, że nie będzie dłużej czekał. W końcu są se sobą bardzo szczęśliwi. Przez te kilka lat się nie pozabijali. To jakiś cud przy Patricii! Chociaż Eddie też miał swoje humorki, to ona była tą mega wredną.
- Nawet mnie nie denerwuj! Nie muszę z tobą tam lecieć! - Krzyknęła dziewczyna. 
"No i znowu się zaczyna..." - Pomyślał blondyn. Kłótnie w ich związku były normalne. Nie było dnia bez choćby najmniejszej sprzeczki. 
- Polecisz ze mną do Paryża. A wiesz dlaczego? 
- No nie wiem, oświeć mnie. - Mruknęła Williamson. Chłopak bardzo ją denerwował. Szczególnie dzisiaj. Miała już dość oczekiwania na samolot. Chciałaby być już na miejscu...
- Bo mnie kochasz, kochanie. 
- Nie mów do mnie kochanie! Wiesz, że tego nienawidzę! - Oburzyła się dziewczyna.
- Ciii... Jeszcze chwila. W samolocie pójdziesz spać i się uspokoisz... Wiesz, z tobą to jak ze szczeniaczkiem, albo z małym dzieckiem. Jak się wyśpisz do nie jesteś taka marudna. - Zaśmiał się Miller.
- Co?! Porównujesz mnie do psa?! - Wydarła się rudowłosa.
- Nie, skądże znowu... Ja tylko sugeruję ci, żebyś poszła spać.
- I tak będę wredna. - Mruknęła Patricia i odwróciła się do chłopaka plecami. Czasami te ich kłótnie sprawiały, że wciąż zachowywali się jak para nastolatków.
Po godzinie i kolejnej sprzeczce Patricia i Eddie siedzieli już w samolocie. Fotele były na szczęście podwójne, więc siedzieli sami, razem.
- Chcesz ze mną słuchać mp3? - Zapytał blondyn.
- A myślałam, że mam iść spać. - Mruknęła niezadowolona. 
- Tak ci się szybciej uda, Patty. 
- Ehh... Niech będzie... ale spać nie idę! 
 Dziewczyna wzięła od chłopaka drugą słuchawkę i włożyła sobie do ucha. Położyła głowę na torsie Millera i zamknęła oczy. Chłopak odtworzył swoją playlistę. Wszystkie kawałki były Sick Puppies.
- Mam nadzieję, że myjesz uszy.
- No raczej. Śpij skarbie. - Powiedział Eddie i pocałował dziewczynę w czoło. - Musiałaś wcześniej wstać. Sen ci potrzebny.
- Może i masz rację... Obudź mnie jak będziemy na miejscu. 
- Spokojnie. Nie zostawię cię w samolocie. - Zaśmiał się Miller.
- Mam nadzieję...
   
 
                
Cały lot minął spokojnie. Kiedy Patricia i Eddie przyjechali do pięciogwiazdkowego hotelu zaniemówili. Wszystko było idealne... Podziwiali hotel przez jakiś czas. Po kilku minutach stwierdzili, że pora by się zameldować. Po otrzymaniu klucza od razu poszli do pokoju. Mieścił się on na 3 piętrze budynku. Żeby goście nie musieli wchodzić po schodach zainstalowano windę. W każdym pokoju była łazienka, w której znajdowała się okrągła wanna, prysznic i toaleta. Weszli do swojego tymczasowego miejsca zamieszkania. Patricia zrobiła wyraźnie zbladła. W ich pokoju znajdowało się jedno gigantyczne łóżko.
- Co się stało?! Zamawiałam dwa! - Krzyknęła dziewczyna.
- Mnie tam pasuje. - Zaśmiał się Miller.
W swoim mieszkaniu mieli jeden pokój, ale dwa łóżka. Patricia nie chciała spać z Millerem. Zawsze mówiła, że to dlatego, że go nie cierpi. Eddie dobrze wiedział jak ona go "nie cierpi". Codziennie wyznawali sobie miłość. Może się bała? Tylko czy w ogóle jest się czego obawiać?
- To ty nas rozpakuj, a ja idę spać. - Oznajmił Eddie kładąc się na łóżku, kiedy Patrcia otworzyła dużą walizkę na kółkach.
Był bardzo zmęczony. Dziewczyna spała w samolocie. Natomiast chłopak nie spał wcale. Od godziny 6:00 rano, kiedy oboje wstali był na nogach.
- Hahaha na pewno. Idziesz złożyć reklamację. Mają nam dać inny pokój.
- Okey... 4 godziny leciałem tutaj samolotem, a wcześniej 2 spędziłem w taksówce... Bądź tak miła i daj mi spać.
- A nie mówiłam ci, że mój dobry humor po przebudzeniu ma termin ważności? - Zapytała Williamson.
- Jaki termin? 
- Pół godziny po przebudzeniu jestem już normalna. - Odparła Patricia.
- Aha... A normalna... czyli wredna?
- No raczej... Rusz 4 litery z tego łóżka i idź do recepcji! 
- Jak tam pójdę to dasz mi potem spać? - Zapytał Miller podnosząc się z łóżka. 
- Jasne. - Odparła z uśmiechem.
 Blondyn wyszedł z pokoju i udał się do recepcji. W hallu przywitała go uśmiechem kobieta w średnim wieku. Eddie podszedł do niej.
- Bonjour, ja w sprawie pokoju. Moja dziewczyna zamawiała ten hotel przez internet. Miał być apartament z dwoma łóżkami... Proszę nie pytać, to jej dziwne wymysły...  Nie ważne, jest jedno łóżko. - Wyjaśnił Miller. - Możemy zmienić pokój?
- Ah... rozumiem. Musiało dojść do jakiejś pomyłki. Wszystkie apartamenty są z podwójnym łóżkiem. Coś nie tak?
- Można zmienić pokój? - Spytał chłopak.
- Myślę, że to raczej nie możliwe. - Odparła kobieta.
- To nawet dobrze się składa. - Zaśmiał się Eddie. - Mam do pani prośbę. Jeśli Patrcia sama zapyta o zmianę pokoju, to proszę powiedzieć, że są zajęte. Ona nienawidzi cienia sprzeciwu. - Wyjaśnił blondyn. Miał nadzieję, że jego dziewczyna nie postanowi spać w wannie lub na podłodze.
- Uprzejmie dziękuję, za informację, że coś jest nie tak. Mam zgłosić szefowi? - Zapytała kobieta.
- Ja również dziękuję. Nie, nie ma takiej potrzeby. Ja ją przekonam... Au revoir.
- Au revoir, miłego dnia.
Miller wrócił do pokoju. Jego dziewczyna akurat skończyła rozpakowywać walizki. Zrobiła to dlatego, że przeczuwała, że coś pójdzie nie tak i zostaną. Blondyn usiadł na łóżku obok dziewczyny i pociągnął ją na swoje kolana.
- I co? Przenosimy się? - Spytała Williamson.
- Nie... Pokoje są zajęte, a po za tym nie ma opcji, żebyśmy się przenieśli.
- To ja śpię na podłodze. 
- Ani mi się waż! O co chodzi? Dlaczego nie chcesz ze mną spać? Przecież jesteśmy razem tyle czasu. Spałaś już obok mnie, w liceum... na kanapie, w salonie, w domu Anubisa... Ehh nie ważne! Śpimy razem Gaduło. - Wyjaśnił blondyn. Dlaczego tak bardzo mu na tym zależało?
- Ty śpisz po tej stronie, a ja po tamtej.  - Powiedziała Patricia wskazując palcem.
- To ja idę spać... Która godzina?
- 22:16 - Odparła dziewczyna. - Też już idę spać... Idź się wykąpać! Nie będę spała z facetem, który śmierdzi jak menel!
 Chłopak posłusznie wykonał polecenie dziewczyny. Po powrocie z łazienki położył się na łóżku i włączył 50 calową plazmę. Na szczęście kanały były po angielsku, no i kilka francuskich. Dziewczyna poszła pod prysznic. Kiedy wróciła jej chłopak już spał. Położyła się obok niego i wyłączyła telewizor. Momentalnie zasnęła...

Następnego dnia Patricię obudziły promienie słoneczne wpadające do pokoju. Dziewczyna spojrzała na zegarek, była 9:00. To nawet nie tak źle, wyspałam się. - Pomyślała dziewczyna i wstała z łóżka. Podeszła do szafy, by wyjąć swoje ubrania na dzisiaj. Co prawda był luty, a słońce świeciło jak na wiosnę. Rudowłosa otworzyła mebel i przyjrzała się zawartości. Po kilku minutach razem z wybraną przez siebie odzieżą udała się do łazienki. Wzięła prysznic, umyła zęby i twarz, zrobiła make up i ubrała się. Na koniec spsikała się swoimi ulubionymi perfumami. Kiedy dziewczyna wyszła z łazienki, usiadła na łóżku i zaczęła przeglądać plotkarską gazetę. Nie zrobiła tego podczas lotu, bo spała. Zaczęła czytać artykuł "Czy nowa projektantka sprosta wymaganiom firmy Coco Channel?"Dowiedziała się, że w New Yorku odbył została przyjęta jako projekt mody 25 letnia kobieta. Na zdjęciu łudząco przypominała jej przyjaciółkę z którą nie widziała się kilka lat. Postanowiła do niej zadzwonić. Po kilku minutach rozmowy dowiedziała się, że to właśnie Amber. Ta Amber Millington, która w liceum chciała wyswatać całą szkołę, została zatrudniona w Coco Channel. Po 15 minutach do pokoju wszedł Eddie.
- Gdzieś ty był?! - Wydarła się Patricia. - Ile mam na ciebie czekać?!
- Yyy... planuję nam wycieczki. A co? - Odparł blondyn. Musiał skłamać. Tak naprawdę rozmawiał przez telefon. Chciał zamówić stolik w restauracji, na szczycie wieży Eiffela, gdzie planował się oświadczyć. Najpierw miała być romantyczna kolacja w punkcie widokowym, a później Miller miał się oświadczyć pod gwieździstym niebem, na tej pięknej wieży.
- Amber została zatrudniona w firmie Coco Channel. - Odpowiedziała Patricia.
- Fajnie... Idziemy na most zakochanych. - Oznajmił Miller. W tej chwili nie obchodziła go przyjaciółka, liczyła się tylko Patricia.
- Po co? - Zapytała dziewczyna. - Jest tam coś fajnego?
- Tak, przywiesimy swoją kłódkę. Pójdziemy na romantyczny spacer, Gaduło. - Wyjaśnił Eddie.
- Okey... Ale ostrzegam... Nie idę do żadnego muzeum w ciągu całego pobytu w Paryżu.
- Dobrze. Ale na wieże Eiffla idziemy. Bądź gotowa jutro o 19:00. Wtedy będzie oświetlona, bo jest ciemno. - Odparł Miller. Nic więcej nie zamierzał jej powiedzieć. 
- Idziemy czy nie?
Patricia i Eddie spacerowali wzdłuż rzeki Sekwany, trzymając się za ręce. Po kilkunastu minutach doszli do mostu zakochanych. Obok znajdowała się budka. Można było kupić w niej kłódkę. Podeszli do sprzedawcy. Był to wysoki mężczyzna ubrany na czarno. Nie wyglądał jak gangster, wręcz przeciwnie. Taka moda, wszyscy ubierają się na czarno lub neonowo. 
- Którą kłódkę sobie państwo życzą? - Spytał uprzejmie mężczyzna.
- Czerwone serce. - Odparła Patricia.
- Czerwone? Czemu nie ta czarna, kwadratowa? - Dziewczyna spojrzała na niego z wyrzutem. - Dobra... Niech będzie.
Sprzedawca miał maszynę do grawerowania. 
- Życzą sobie państwo napis? - Zapytał.
- Patricia & Eddie 14.02.14. - Odpowiedział Miller.
- Dziś jest 13 tępaku. - Mruknęła dziewczyna.
- Ale jutro są walentynki. Spędzamy je w Paryżu... Niech Pan napisze 14.02.14. - Powiedział Eddie. Jego "szatański" plan z oświadczynami... Właśnie dlatego kazał napisać 14 luty. Ciekawe, czy każda dziewczyna marzy o oświadczynach w walentynki... - Pomyślał blondyn.
Zrezygnowana Patricia nic się nie odezwała. Cierpliwie czekała aż mężczyzna wygraweruje napis. Trwało to 5 minut. Kiedy sprzedawca skończył para weszła na most. Zrobili sobie kilka zdjęć i przywiesili kłódkę. 
Spacerowali tak do wieczora. O godzinie 19:00 postanowili wrócić do hotelu na kolację. Jak to bywa we francuskim zwyczaju, podano rogaliki. Można było napić się wina i spróbować owoców morza. Patricia i Eddie cieszyli się z dobrego hotelu i wspaniałej obsługi. Dziewczynę denerwowało jedynie to łóżko w pokoju. Kiedy zasnęli przytuleni do siebie w Londynie było jeszcze jasno.
Godzina różnicy w czasie, a inny klimat. Było dla niech wprost cudownie.
Była godzina 10:00. Dzisiaj Patricia spała trochę dłużej. Kiedy otworzyła oczy ujrzała obok łóżka wózek ze śniadaniem. Koło talerza leżała czerwona róża i liścik. Dziewczyna głośno westchnęła i zaczęła go czytać: "Śniadanie do łóżka dla mojej księżniczki :) Życzę smacznego, kotku... Muszę coś załatwić. Spotkamy się wieczorem. Przygotuj się. Czekam na ciebie pod hotelem o 19:00. Kocham cię, Eddie.". Patricia mimowolnie się uśmiechnęła. Denerwowało ją tylko to, że nie wie gdzie idą. Nienawidziła niespodzianek. To się nie zmieniło od czasu, kiedy była w liceum. Kiedy zjadła śniadanie udała się do łazienki na poranną toaletę. Po zakończonych czynnościach wyszła z hotelu. Pokojówka miała przyjść posprzątać, a dziewczyna miała ochotę na spacer. Pochodziła po sklepach, co nie było w jej stylu. Kupiła sobie czerwoną sukienkę na wieczór, bo stwierdziła, że nie ma przy sobie nic eleganckiego. Z tego wszystkiego zapomniała spakować sukienki. Nie miała butów, więc kupiła czerwone szpiki. Nie lubiła tego typu obuwia, ale co jej zaszkodziło założyć je raz w roku? Patricia wróciła do hotelu o godzinie 15:00. Miała jeszcze 4 godziny. Weszła do łazienki i wzięła drugi prysznic tego dnia. Założyła suknię i szpilki. Na koniec zrobiła elegancką fryzurę i make up. Kiedy skończyła była 18:55. Zostało jej 5 minut. Wyszła z pokoju i zeszła na dół. Eddie czekał na nią przy schodach, w hallu.
 - Jesteś piękna. - Skomplementował ją Miller. - Nowa sukienka?
- Tak. Chyba przesadziłam, ale dzięki. - Uśmiechnęła się.
- Chodź, kochanie. Taksówka czeka. - Oznajmił blondyn. Bardzo się postarał żeby wszystko było cudowne, żeby jego dziewczyna nigdy nie zapomniała tego dnia. Podeszli do samochodu.Taksówkarz zawiózł ich pod samą wieże Eiffla. 

Eddie wysiadł pierwszy. Obszedł czarne BMW i otworzył drzwi Particii. Podał jej rękę, aby mogła wysiąść. Trzymając się za ręce wyszli na wieżę Eiffla. Na samym szczycie był ustawiony jeden stolik dla dwóch osób. Przygotowano romantyczną kolację. Obok stolika stał wysoki mężczyzna, gdy tylko zauważył parę zaczął grać na skrzypcach. Niebo było gwieździste, a księżyc jasno świecił. Po prostu idealnie. Patricia miała łzy w oczach.
- I jak ci się podoba? - Zapytał Eddie.
- Jest cudownie. - Odparła dziewczyna i uśmiechnęła się. W życiu się nie spodziewała czegoś takiego. To był dla niej najlepszy prezent.
- Nie płacz. Jeszcze mi się rozmażesz. - Zaśmiał się Miller. - Chodź, usiądźmy.
- Jasne. - Uśmiechnęła się Patricia i otarła łzy.
Podeszli do stolika. Miller odsunął krzesło dziewczyny, a ona usiała. Po chwili jedli już romantyczną kolację i rozmawiali. Kiedy skończyli Eddie wstał.
- Patricio, chodzimy ze sobą prawie 8 lat. Pomimo naszych codziennych sprzeczek, które są normalnością bardzo cię kocham. Nie wyobrażam sobie życia z kimś innym... Kiedy myślę o tych wszystkich latach, w których chcę być z tobą.
Wstawać każdego ranka z tobą w moim łóżku.
To jest dokładnie to, co planuję zrobić. Wiesz, kiedy nadejdzie jeden z tych dni, w którym zarobię dobre pieniądze, kupię Ci wszystko i pokażę Ci wszystkie najfajniejsze w życiu rzeczy. Na zawszę pozostanę wystarczający, więc nie będzie trzeba się spieszyć. Jak dużo dziewczyn może sprawić, żebym tak się czuł?...
Kochanie, nigdy nie zamierzam tego sprawdzić.
Im więcej spoglądam, tym więcej znajduję powodów, dlaczego jesteś miłością mego życia... A jeśli stracę wszystko
W moim sercu to nic nie znaczy, ponieważ mam ciebie Patricio... Chcę się z tobą zestarzeć. - Blondyn uklęknął na jedno kolano i wyjął z kieszeni czerwone pudełeczko w kształcie serca. Dziewczyna aż się wyprostowała. - Wyjdziesz za mnie?
Dziewczyna zaniemówiła. Nie miała pojęcia co ma powiedzieć. Kochała go, ale od razu ślub? 
- Nie wiem co powiedzieć. - Odparła cicho.
- Najlepiej to co myślisz.
- Nie wiem co myślę.
- Kochasz mnie?
- Przecież wiesz, że tak.
Blondyn uśmiechnął się szeroko.
- Więc, jak brzmi twoja odpowiedź? - Zapytał.
Rudowłosa zastanowiła się chwilę. Chcę tego. - Pomyślała.
- Tak, wyjdę za ciebie.
Eddie wyciągnął pierścionek z pudełeczka i założył dziewczynie na palec. 
- Śliczny. - Patricia uśmiechnęła się. Eddie wstał i wziął ją na ręce, po czym zakręcił. Po chwili stali przytuleni do siebie. Dziewczyna wtuliła się w tors chłopaka.
- Podobały ci się te walentynki? - Zapytał blondyn.
- To były najlepsze walentynki, w historii walentynek... A kiedyś ich nienawidziłam. - Odparła Williamson. 
Patrcia i Eddie rozbawieni weszli do pokoju.
- Kochanie, to nie koniec niespodzianek. - Oznajmił blondyn z uśmiechem na ustach. - Idź do łazienki. Poczekam tutaj.
Dziewczyna niepewnie otworzyła drzwi do łazienki. To co tam zastała bardzo ją zaskoczyło. W okrągłej, pełnej po brzegi wannie pływały czerwone płatki róż. Wszędzie rozstawione były świece, a na ramie wanny stały dwa kieliszki szampana. Wanna znajdowała się na podniesieniu, a tam stało wiadro z lodem i butelką chłodnego szampana.



 - Eddie! Chodź tu w tej chwili! - Krzyknęła Patricia.
Blondyn wszedł do łazienki i uśmiechnął się.
- Tego się nie spodziewałem. - Zaśmiał się.
- Przestań się szczerzyć! Po co to?! Ty to przygotowałeś?!
- Nie, personel. Zamówiłem na wieczór... Coś nie tak? - Zapytał chłopak.
- Niech się zastanowię... Wszystko jest nie tak! 
- To fajnie... Zakładaj strój kąpielowy, kotku. - Powiedział Eddie.
- Że jaki?! Jest luty Eddie! Nie wzięłam bikini!
Chłopak zaśmiał się głośno.
- To nic nie ubieraj.
- I co się szczerzysz?! To nie jest śmieszne! 
- Dobra, zaraz przyjdę. Wejdź do wanny. - Poprosił blondyn.
Dziewczyna przyjrzała się jeszcze raz temu wszystkiemu. Po kilku minutach naga siedziała w wannie. Nagle do łazienki wszedł Eddie.
- Co ty robisz?! - Wydarła się rudowłosa.
- Mówiłem, że zaraz wracam. - Odparł chłopak. 
- Miałeś być ubrany! - Krzyknęła odwracając się w drugą stronę.
- Nie dramatyzuj. - Powiedział Miller wchodząc do wanny. - Masz szampana. - Podał dziewczynie kieliszek.
Upiła łyk. cały czas patrzyła na roślinkę, stojącą za wanną.
- Gaduło spójrz na mnie. - Poprosił Eddie.
- Nie! Nagi jesteś!
- Ty też. Co z tego?
- Jasna cholera! - Krzyknęła dziewczyna zgarniając jedną ręką trochę płatków róż na swoje ciało.
- Przestań. - Powiedział Miller i przysunął się do swojej dziewczyny. Objął ją ramieniem i pocałował. Namiętnie i z pasją. Z czasem pocałunki stawały się co raz namiętniejsze.
- Chcesz tego? - Spytał blondyn.
Dziewczyna w odpowiedzi go pocałowała. Wiadomo jak skończył się ten wieczór. Patricia i Eddie po tygodniu wrócili do domu. To były ich najlepsze walentynki...

8 miesięcy później:
 Patricia Miller stała przy oknie w pokoju dziecięcym, w nowym mieszkaniu, w Londynie. Była w 8 miesiącu ciąży. To się stało w walentynki. Nie planowała tego. Eddie, podobnie jak dziewczyna nie był z tego faktu zadowolony. Oboje chcieli odczekać kilka lat. Patricia pogłaskała swój brzuch. Mieli mieć syna. Harry Miller, tak właśnie miał się nazywać chłopiec. Mąż dziewczyny właśnie skończył składać dziecięce mebelki.

- I jak ci się podoba, kotku? - Zapytał Eddie, obejmując żonę od tyłu.
- Śliczne. Amber do mnie dzwoniła. - Oznajmiła Patricia. - Jest zawiedziona, że to nie dziewczynka, bo nie może kupić różowych ubranek. - Zaśmiała się.
- Jak to nie może? Oczywiście, że może... Mogłaś jej powiedzieć, żeby poczekała kilka lat. - Zażartował Miller.
Rudowłosa trzepnęła go w ramię. Był jej mężem pół roku, a już ją denerwował swoimi żartami. Przypominał jej Emmetta z książki Przed Świtem, którą pożyczyła jej Joy.
Planowaniem wesela wbrew woli Patricii i Eddiego, zajęła się Amber. A kiedy blondynka dowiedziała się o ciąży przyjaciółki, obiecała kupić różowe ubranka. Millerowa ucieszyła się, że będzie jednak miała syna. Nie chodziło tylko o Amber.
- Będzie do ciebie podobny. - Powiedziała Patricia i uśmiechnęła się, kiedy Eddie położył dłoń na jej brzuchu.
- Wiem. - Pocałował ją w czoło.

     Hej :D Opowiadanie walentynkowe nie wyszło tak jak chciałam. Nie jest tak romantyczne jak miało być. Dlaczego? Dlatego, że Amber (tak nazwałam swoją wenę na miłosne wątki) jest w galerii handlowej na zakupach -_-. Następny rozdział dodam jak będzie 10 komentarzy pod poprzednim. 

Patricia Williamson - Miller